Historia Szkoły

Historia Szkoły

img_3486

Solecka szkoła średnia (1866-2016) – rys historyczny

            Jeśli zapytać kogoś o pierwsze skojarzenie z Solcem nad Wisłą, to w dziewięciu na dziesięć przypadków uzyskaną odpowiedzią będzie zapewne „szkoła średnia”. To nie przypadek, a rok 2016 to data szczególna w jej historii. Przypada w nim bowiem 150. rocznica utworzenia tej jakże zasłużonej dla Solca i całego regionu placówki oświatowej. Przez długie lata swojego istnienia szkoła wykształciła całe pokolenia prawych obywateli, oddanych ojczyźnie patriotów, a przede wszystkim ludzi gruntownie wykształconych.

            Jubileusz jest dobra okazją do przybliżenia Szanownym Czytelnikom i Sympatykom naszej szkoły zarysu jej bogatej i barwnej historii. Początki tej zacnej placówki oświatowej sięgają głęboko w wiek XIX. Po upadku powstania styczniowego w 1864 r. na społeczeństwo polskie i instytucje będące ostoją polskości spadły ostre represje carskiej Rosji. Nie ominęły one także i Solca. W ramach odwetu za sprzyjanie powstańcom, zarządzono likwidację klasztoru franciszkanów reformatów, który zrósł się z miasteczkiem, funkcjonując w nim od XVII wieku dzięki fundacji księcia Krzysztofa Zbaraskiego. Po usunięciu zakonników władze carskie przejęły ich zabudowania i piękny ogród. Bardzo szybko zdecydowano o sposobie zagospodarowania przejętych nieruchomości. Ukazem carskim z 17 stycznia 1866 r. (5 stycznia wg Kalendarza Juliańskiego) powołano tu pierwszą instytucję, mającą kształcić przyszłych nauczycieli – Soleckie Kursy Pedagogiczne. W 1872 r. placówkę przekształcono w Państwowe Seminarium Nauczycielskie Męskie, w którym nauka miała trwać trzy lata. Już pierwsze lata istnienia szkoły przyniosły nieoczekiwanie konieczność toczenia walki o jej trwanie w Solcu. Co ciekawe, takie sytuacje miały się powtórzyć w jej dziejach jeszcze kilkakrotnie. Oto w latach 1876, 1879, 1884 i 1885 miejscowość nawiedziły wielkie pożary, które dotknęły także szkołę. Wobec niemożności kontynuowania nauki, seminarium było dwukrotnie tymczasowo przenoszone do Opatowa i Jędrzejowa. Groziło to całkowitą likwidacją placówki, co odbiłoby się bardzo negatywnie na losach całej miejscowości. Wagę tego niebezpieczeństwa dostrzegli mieszkańcy Solca, którzy w 1885 r. zebrali pokaźną sumę 1000 rubli na odbudowę ich szkoły. Ostatecznie władze carskie przychylnie odniosły się do tej spontanicznej społecznej inicjatywy i podjęto decyzję o budowie nowego gmachu dla seminarium nauczycielskiego. Nawet z dzisiejszej perspektywy tempo prac było imponujące – uczniowie wprowadzili się do bardzo nowoczesnego na owe czasy i funkcjonalnego budynku już 1-go września 1888 roku. Klasycystyczny, obszerny, piękny gmach stał się odtąd siedzibą szkoły oraz ozdobą i wizytówką Solca, i jest nią do dzisiaj!

Pomijając oczywiste ideologiczne i polityczne pobudki leżące u podstaw utworzenia szkoły, stwierdzić należy, że od początku dawała ona szansę olbrzymiego awansu społecznego dla niezamożnej młodzieży z terenów wiejskich Środkowego Powiśla. Po jej ukończeniu młodzi ludzie stawali się nauczycielami i otrzymywali szansę przyczynienia się do likwidacji lub przynajmniej znacznego ograniczenia analfabetyzmu na terenie Królestwa Polskiego. Można oczywiście z tą tezą polemizować, twierdząc, że tak pomyślana szkoła przyczyniała się do rusyfikacji społeczeństwa polskiego. Czy rzeczywiście? Oto po czterdziestu latach funkcjonowania w 1905 r. w szkole doszło do masowego strajku uczniów. Strajkujący domagali się przede wszystkim zaprzestania rusyfikacji oraz wprowadzenia w szkole polskiego języka wykładowego. Protest był zapewne dużym zaskoczeniem dla rosyjskich władz i spotkał się z ich zdecydowaną reakcją. Uczniowie byli zastraszani, a duża ich część została relegowana ze szkoły. Opisane wypadki prowadzą do wniosku, że wbrew woli i zamysłom zaborcy, społeczność szkolna pobierając nauki nie poddawała się biernie rusyfikacji, przeciwnie – pielęgnowała polskość i krzewiła świadomość narodową wśród szerokich rzesz społeczeństwa. Także i tu, w Królewskim Solcu, nieudolne zabiegi i poczynania znienawidzonego przez wieki zaborcy były zatem niczym więcej jak tylko „syzyfowymi pracami”… Strajk, który wpisywał się w wydarzenia o znacznie szerszym zasięgu i znaczeniu, doprowadził do przejściowego spadku liczby słuchaczy seminarium. Pozytywnym efektem tych wydarzeń było jednak pewne złagodzenie polityki władz, które objawiło się między innymi wprowadzeniem zmian w programach nauczania i dopuszczeniem do używania – w okrojonym zakresie – języka polskiego w szkole.

Wybuch pierwszej wojny światowej spowodował, że także okolice Solca stały się areną działań wojennych, w które zaangażowane były wojska trzech zaborców. Ciężkie walki toczyły się w okolicach Kazanowa, Ciepielowa, Lipska, Tarłowa, Ciszycy i Solca, przez który jesienią 1915 roku wycofywały się na wschód wojska rosyjskie. Sytuacja na froncie w tym roku sprawiła, że władze carskie zdecydowały się na przeniesienie soleckiego seminarium nauczycielskiego w głąb Rosji do Taganrogu. W Solcu zapanowały nowe porządki, tym razem pod okupacją austriacką. Zaowocowało to otwarciem nowego rozdziału w dziejach szkoły. W dniu 1 grudnia 1916 r. powołane zostało Królewsko Polskie Seminarium Nauczycielskie, którego dyrektorem został oficer armii austriackiej, Polak z pochodzenia Józef Ciembroniewicz. Stanowiska nauczycielskie także objęli Polacy, a językiem wykładowym został nasz język ojczysty. Atmosfera sprzyjała wyzwalaniu różnego rodzaju patriotycznych inicjatyw, jedną z nich było powołanie w szkole drużyny harcerskiej. Nadano jej imię Bartosza Głowackiego, a kierowali nią Henryk Ginter oraz Eugeniusz Kustra.

Rok 1918 przyniósł Polsce upragnioną niepodległość. Po 123 latach niewoli nacechowanej z jednej strony dążeniami zaborców do wynarodowienia, a z drugiej walką o podtrzymanie języka, spuścizny kulturowej oraz świadomości narodowej, odradzała się Niepodległa. O jej kształt i granice przyszło jednak jeszcze długo toczyć krwawe boje. Rozumieli tę konieczność także soleccy seminarzyści. Już w dniu 19 listopada 1918 r. 109 ochotników ze szkoły wyruszyło na wschód do walki o Lwów i wschodnie rubieże Rzeczypospolitej, by przeciwstawić się bolszewickiej nawale. Wśród nazwisk ochotników z Solca, umieszczonych na ścianie kościoła parafialnego, którzy polegli w tej wojnie znajduje się siedem nazwisk uczniów seminarium.

Tymczasem z trzech części zrastała się stopniowo wolna Polska, tworzono zręby państwowości, ujednolicano prawodawstwo, odbudowywano gospodarkę, tworzono przemysł, unifikowano szkolnictwo. W nowych warunkach solecka szkoła podtrzymała swoją ugruntowaną już pozycję. Jej nazwę przemianowano na Państwowe Seminarium Nauczycielskie Męskie. Nauka w szkole miała trwać pięć lat. Akty prawne stanowione w odrodzonej Rzeczpospolitej wprowadzały obowiązkowe i bezpłatne szkolnictwo na poziomie szkoły powszechnej (podstawowej). Zapotrzebowanie na dobrze wykształconych nauczycieli rosło – przed solecką szkołą rysowały się obiecujące perspektywy. Zapewnienie odpowiedniego poziomu kształcenia stało się możliwe dzięki wybitnym pedagogom, którzy ściągali tu do pracy głównie z terenu Galicji. Do najwybitniejszych postaci z tego okresu zaliczyć należy między innymi: Józefa Ciembroniewicza, Władysława Krasińskiego, Zygmunta Łoteckiego, Mieczysława Gawęckiego, Marię Czułajewską, Władysława Chosię, Janusza Gołębiowskiego, Jacka Jedlińskiego, doktora Stanisława Włada, Jana Wnuka, doktora Ignacego Zarębskiego, Antoniego Surmana, Wiktora Zycha i wielu innych. Zarządzanie szkołą w pierwszych latach niepodległości pomiędzy 1919 a 1925 rokiem sprawował Władysław Krasiński. Po nim funkcję tę objął najwybitniejszy chyba dyrektor w historii naszej szkoły, którego bez wahania nazwać można doskonałym organizatorem i budowniczym powierzonej sobie placówki. Z jego inicjatywy w latach 1926-1927 odbudowano z ruin budynek przylegający do byłego klasztoru, który przeznaczono na internat dla zamiejscowej młodzieży. W tym samym czasie przeprowadzono remont głównego gmachu szkoły. Warto nadmienić, że dzięki staraniom dyrektora Łoteckiego w latach 1929-1930 szkoła została zaopatrzona w energię elektryczną – co ciekawe cały Solec został zelektryfikowany dopiero w 1939 roku. Do szkoły doprowadzono bieżącą wodę, zamontowano instalację sanitarną, zbudowano oborę i chlewnię oraz stale dbano o doposażanie placówki w niezbędne pomoce dydaktyczne i inny sprzęt. Sława soleckiej szkoły sprawiła, że coraz więcej młodzieży z odległych miejscowości zasilało szeregi jej uczniów. Spowodowało to konieczność rozbudowy bazy noclegowej. Zabiegi dyrektora Z. Łoteckiego przyniosły kolejny sukces, którym było pobudowanie i oddanie w 1936 do użytku nowego internatu z przeznaczeniem dla dziewcząt. Wiązało się to z wprowadzoną w 1932 roku reformą ustroju szkolnego II Rzeczpospolitej. W ten sposób Państwowe Seminarium Nauczycielskie Męskie w Solcu nad Wisłą stopniowo wygasało do roku 1936 i zostało zastąpione przez czteroletnie Państwowe Gimnazjum Koedukacyjne i będące jego kontynuacją Liceum Pedagogiczne. W takim kształcie szkoła nasza funkcjonowała do 1939 r. Dyrektor Zygmunt Łotecki nie doczekał już otwarcia nowego internatu – zmarł 28 stycznia 1936 r. Przez kilka miesięcy obowiązki dyrektora pełnił pochodzący z Ukrainy Michał Wynnyk, a od września 1936 r. ster szkoły przejął dr Jacek Jedliński i to on dokonał otwarcia nowego internatu. Z innych jego zasług wymienić należy założenie Towarzystwa Miłośników Solca, zamysł stworzenia Muzeum Regionalnego, utworzenie Społecznego Powszechnego Uniwersytetu Ludowego. Z innych ważniejszych wydarzeń, które miały miejsce w szkole w tym okresie odnotować należy uroczystość z 11 listopada 1937 r. kiedy to Państwowe Koedukacyjne Gimnazjum w Solcu przyjęło imię Marszałka Rydza Śmigłego. W 1938 r. funkcję dyrektora objął Mieczysław Gawęcki, gorący patriota, w 1905 r. usunięty ze szkoły w Łęczycy za udział w strajku szkolnym. W uznaniu jego zasług otrzymał od władz wysokie odznaczenia państwowe.

Wybuch drugiej wojny światowej sprawił, że rozpoczęcie nauki w nowym roku szkolnym nastąpiło z dwumiesięcznym opóźnieniem. Jednak już na początku września soleccy harcerze pod wodzą Jana Wnuka i Józefa Karcza ochotniczo wzięli udział w obronie przeprawy mostowej na Wiśle w okolicach Solca. Rozpoczęte zaś z opóźnieniem życie szkolne bardzo szybko zamarło. Decyzją władz okupacyjnych 28 stycznia 1940 r. szkołę zamknięto, po odebraniu świadectw w dniu 2 lutego uczniowie rozjechali się do domów. W ten sposób zakończył się okres normalnego funkcjonowania szkoły, a rozpoczęło się tajne nauczanie i konspiracja. Korzenie tej działalności sięgają listopada 1939 r., kiedy to grupa inicjatywna nauczycieli założyła komórkę Służby Zwycięstwu Polski – organizacji, która później przekształcona została w Armię Krajową. Założycielami tej tajnej organizacji byli Jan Wnuk – dowódca oddziału, ppor. Józef Dziwisiński „Kruk”, por. Henryk Miedzowski „Granica”, Antoni Zychowicz „Topór”, ppor. Zbigniew Zychowicz „Hel”.

Po zamknięciu szkoły Niemcy przejęli jej budynki na własne potrzeby, tworząc w nich rodzaj koszar dla swojego wojska. Oprócz tego funkcjonowały tu magazyny oraz karny obóz pracy dla młodzieży. Tymczasem losy części wymienionych wyżej konspiratorów potoczyły się dramatycznie. W kwietniu 1942 r. nastąpiły aresztowania. Jan Wnuk, jego dwaj synowie Jerzy i Juliusz, Henryk i Władysław Miedzowscy oraz Andrzej Dębiński przewiezieni zostali do Radomia, poddani śledztwu i torturom, a następnie rozstrzelani. Nazistowski terror szalał i siał strach wśród lokalnej społeczności. Zresztą niemieccy najeźdźcy tuż po wkroczeniu na nasze tereny dali dowód niewyobrażalnego barbarzyństwa. W dniu 11 września 1939 r. w sąsiadującym ze szkołą klasztorze spalili żywcem 40 Żydów. Akt ten kazał spodziewać się okrucieństw, których trudno było sobie wyobrazić.

Mimo tragicznych wydarzeń opisanych powyżej, duch walki nie został w Polakach zgnieciony. Już od 1940 r. prowadzono tajne nauczanie. Szczególnie aktywni na tym polu byli dyrektor Mieczysław Gawęcki, Edward Gołębiowski oraz Antoni Zychowicz, a do 1942 r. także Jan Wnuk. Szacuje się, że tajnym nauczaniem objętych było blisko 150 uczniów gimnazjum i liceum, duża ich część brała czynny udział w partyzanckich organizacjach konspiracyjnych. Z ważniejszych wydarzeń z tego okresu wymienić należy akcję zbrojną partyzantów z Batalionów Chłopskich, którzy w październiku 1942 r. uwolnili młodzież więzioną w karnym obozie pracy mieszczącym się w budynku naszej szkoły oraz w obozie pracy Junaków na Kłudziu. Wczesną jesienią 1944 r. duża grupa uczniów działająca w Armii Krajowej wyruszyła na pomoc walczącej Warszawie. Nie zdołali oni jednak – może na szczęście – dotrzeć do stolicy przed upadkiem Powstania.

Rok 1945 przyniósł decydujące rozstrzygnięcia w trwającej wojnie. Hitlerowcy zostali wyparci, powstawały zręby nowej, ale czy wolnej Polski? Przywiezieni w teczkach z Moskwy wraz z gotowym Manifestem wykonawcy woli Stalina tworzyli pozory niezależnej władzy. Tymczasem nie czekając na odgórne decyzje, solecka szkoła już w lutym 1945 r. wznowiła działalność. W maju na stanowisko dyrektora powrócił M. Gawęcki, z wielką energią przystąpiono do odtwarzania zasobów materialnych szkoły, tak aby od września móc wznowić w miarę normalną pracę. Dzięki wielkiemu poświęceniu dyrektora, kadry pedagogicznej i innych pracowników stało się to możliwe. Wznowiło działalność gimnazjum i liceum pedagogiczne. Kompletowano i odnawiano sprzęt, uzupełniano księgozbiór, wznowiła działalność organizacja harcerska, którą prowadzili Maria Borek i Józef Karcz. Dużą rolę odegrała na tym polu także uczennica liceum Janina Wnuk – córka zamordowanego przez Niemców profesora. Dyrektor Gawęcki powierzył jej misję utworzenia żeńskiej drużyny harcerskiej. Po raz kolejny solecka szkoła odradzała się i powróciła do kształcenia przyszłych nauczycieli, z czego od dawna słynęła. Po okresie względnego spokoju, władza zaczęła przemycać w sferę wychowania treści wynikające z nowej sytuacji geopolitycznej w jakiej na swoje nieszczęście znalazła się Polska. Do szkolnego kalendarza włączono święta  i uroczystości obce nam kulturowo, wynikające z pozostawania Polski w sowieckiej strefie wpływów. Cały kraj pogrążał się stopniowo w ponurej rzeczywistości stalinowskiego terroru. Rok 1948 przyniósł reformę systemu szkolnictwa, w jej efekcie zlikwidowano gimnazja, a na podbudowie siedmioklasowej szkoły podstawowej wprowadzono licea, technika i szkoły zawodowe. Efektem tych zmian było powołanie w Solcu w 1950 r. czteroletniego liceum pedagogicznego, które przy różnych kosmetycznych zmianach i ulepszeniach funkcjonowało do roku 1961. Rok 1950 obfitował w ważne dla historii szkoły wydarzenia. Odbył się wówczas pierwszy zjazd absolwentów, w tym samym roku ze stanowiska dyrektora odszedł M. Gawęcki – symbol konserwatywnego, przedwojennego modelu kształcenia. Odejście to nie było zwyczajnym przejściem na emeryturę, razem z E. Gołębiowskim zostali oni bowiem aresztowani i spędzili kilka miesięcy w ubeckim więzieniu, odejście z pracy było więc wymuszone. Nowym dyrektorem został „przywieziony w teczce” aparatczyk Mieczysław Kołodziejski. Szkoła, tak jak cały kraj, weszła w epokę nasilonej propagandy komunistycznej, odwilż miała nadejść dopiero po wydarzeniach roku 1956. Dzięki wielkiemu zaangażowaniu Marii Borek, Janiny Bendych oraz Bogdana Karcza w szkole kwitła jednak działalność harcerska, gdzie udawało się przemycać prawdziwe wartości moralne i patriotyczne. Na potrzeby uczniów liceum – przyszłych pedagogów – w roku szkolnym 1954-1955 do naszych obiektów wprowadziły się cztery klasy szkoły podstawowej, które funkcjonować miały jako szkoła ćwiczeń.

W 1955 r. dyrektorem został wreszcie ktoś miejscowy – absolwent seminarium i nauczyciel liceum Władysław Drzymała. W powszechnej opinii zapisał się on jako doskonały organizator, humanista, pedagog i niestrudzony obrońca soleckiej szkoły. Dzięki jego staraniom utworzono w 1957 r. nowy typ szkoły – liceum ogólnokształcące, które funkcjonować miało do roku 1984. Początki sprawowania przez niego funkcji dyrektora zbiegły się w czasie z organizacją kolejnego zjazdu absolwentów w 1958 r. Przy tej okazji po raz pierwszy pojawił się problem związany z zakusami władz nowopowstałego powiatu w Lipsku, aby tam przenieść soleckie liceum. Tym nieśmiałym początkowo planom zdecydowanie przeciwstawił się dyrektor Drzymała. Jak się później okazało jego długie lata zarządzania szkołą splotły się jeszcze kilkakrotnie z koniecznością toczenia walki o zachowanie szkoły średniej w Solcu. Kolejne próby podkopywania fundamentów naszej placówki pojawiły się w 1964 r., kiedy to została ona poddana nasilonym kontrolom i wizytacjom. Wyczuleni na to nauczyciele i dyrektor, prowadzili szkołę w sposób wykluczający stawianie jakichkolwiek zarzutów dotyczących jej funkcjonowania. Potwierdził to odwiedzając szkołę osobiście (co nie było częstym zwyczajem) kurator Kieleckiego Okręgu Szkolnego Stanisław Ornatowski. Mimo wszystko przyszłość szkoły była ciągle niepewna, w jej obronę zaangażowały się miejscowe organizacje partyjne, stowarzyszenia, radni, rodzice i społeczność lokalna. Ich naciski spowodowały tymczasowe porzucenie planów przeniesienia placówki. Można było odetchnąć i przystąpić do przygotowań obchodów 100-lecia szkoły, które przypadając na rok 1966, zbiegło się z 1000-leciem chrześcijaństwa i polskiej państwowości. Rocznicom tym poświęcono cały cykl działań, wśród których najtrwalszy ślad w pamięci pozostawiły drzewa posadzone na wiślanej skarpie w ilości 2500 sztuk oraz wspomnienia z kolejnego zjazdu absolwentów, którego najważniejszym akcentem było nadanie szkole imienia Władysława Broniewskiego oraz sztandaru. W kolejnych latach szkoła przeżywała okres ożywionego rozwoju: klasy, internaty i stancje „pękały w szwach”. O pomyśle przenoszenia szkoły tymczasem zapomniano.

W 1977 r. dyrektor W. Drzymała przeszedł na emeryturę, a stery szkoły przejął uczący w soleckim liceum matematyki Edmund Dziewiecki. Początki sprawowania przez niego funkcji dyrektora zbiegły się z utworzeniem w Lipsku od tak dawna upragnionego liceum ogólnokształcącego. Korzystne usytuowanie miasteczka oraz rozwój komunikacji sprawiły, że soleckie liceum stopniowo zaczęło tracić swą moc przyciągania szerokich rzesz uczniów. Poszukiwania nowych możliwości doprowadziły w 1981 r. do utworzenia w Solcu studium nauczycielskiego. Tym samym powrócono do wieloletnich tradycji kształcenia w naszej szkole przyszłych pedagogów. Wysoko wykwalifikowana kadra oraz atrakcyjność nowego profilu sprawiły, że szkoła na nowo odżyła, ściągając młodzież – zwłaszcza żeńską – z obu stron Wisły od Sandomierza po Puławy i dalej. Konsekwencją wprowadzenia nowego typu kształcenia było stopniowe wygaszanie liceum ogólnokształcącego. Nastąpiło to ostatecznie w 1984 r., a piszący te słowa – świeżo upieczony absolwent – był  jednym z żegnających szkołę i jej patrona W. Broniewskiego na specjalnej akademii w maju 1984 r. W pamięci utkwiła mi zwłaszcza moja recytacja wiersza „Bagnet na broń”.

Tymczasem lata 80-te i początek lat 90-tych to okres wielkiego rozkwitu szkoły, która kształciła przyszłych nauczycieli przedszkola i klas początkowych. Mury od rana do wieczora rozbrzmiewały muzyką i śpiewem, działał zespół akordeonistek, szkolny chór prowadzony profesjonalnie przez Marię Winiarską i Danutę Skórkiewicz odnosił liczne sukcesy na szczeblu wojewódzkim i centralnym. Placówka prawdziwie tętniła życiem i znowu ledwo mogła pomieścić wszystkich, którzy chcieli się w niej kształcić.

Po wyprowadzeniu szkoły „na bezpieczne wody” dyrektor E. Dziewiecki odszedł na jakże zasłużoną emeryturę, a jego następcą został Stanisław Dziedzic – wieloletni jej nauczyciel. Odchodzący dyrektor był inicjatorem utworzenia szkolnej izby tradycji, co też się stało, a on został jej opiekunem. Życie toczyło się tymczasem dalej, na zjeździe koleżeńskim w 1985 r. szkoła otrzymała nowe imię – Stefanii Sempołowskiej.

W 1990 r. kierowanie szkoła przejmuje dotychczasowy vice dyrektor Maria Woźniak. Początki jej zarządzania łączą się z organizacją dwóch zjazdów absolwentów w 1991 r. i w 1996 na 130-lecie szkoły. Zmiany ustrojowe w Polsce po roku 1989 nie pozostały bez wpływu na dalsze losy soleckiej szkoły. Z jednej strony rynek zasycił się już specjalistami tu kształconymi, z drugiej demografia, powodowały, że atrakcyjność szkoły nagle spadła. W kolejnych latach zmiany w systemie oświaty oraz zmienione wymagania w zakresie wykształcenia nauczycieli musiały doprowadzić do wygaszenia tego profilu nauczania w soleckiej szkole. Ostatni rocznik nauczycieli wykształconych w soleckiej szkole opuścił jej mury w 1995 r. Aby jak najlepiej wykorzystać kadrę i posiadana bazę materialną szkoły, utworzono nowe kierunki kształcenia – liceum ogólnokształcące o profilu muzycznym oraz liceum techniczne o profilu administracyjnym i usługowo gospodarczym. Jak wszystkie poprzednie zmiany, ta także stała się pozytywnym impulsem dla okolicznej młodzieży i na pewien okres liczba uczniów w szkole znacząco wzrosła. Przekształcenia,  w wyniku których placówka prowadziła różne profile kształcenia, wymusiły zmiany organizacyjne – w latach 1999 – 2002 szkoła nasza funkcjonowała jako Zespół Szkół Ponadpodstawowych. W międzyczasie powstały gimnazja, co także nie pozostało bez wpływu na losy soleckiej szkoły średniej. Po pierwsze, skrócony został okres nauki w liceum z czterech do trzech lat, po drugie, przez jeden rok nie było naboru. Szkoła nieco opustoszała… W tym samym roku na emeryturę odeszła dyrektor M. Woźniak, a kierowanie szkołą przejął Janusz Małkowski, który uczył w naszej szkole przez szereg lat. W związku ze zmianami w systemie szkolnictwa (powrót gimnazjów) solecką placówkę przemianowano na Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych i pod tą nazwą funkcjonuje ona do dzisiaj. Zmiana nazwy nie łączyła się tym razem ze zmianą profilu szkoły i nie przełożyła się nijak na zainteresowanie szkołą. Konieczne stało się zadbanie o infrastrukturę szkoły. W związku ze zmniejszającą się liczbą mieszkańców internatu należało jakoś zagospodarować przynajmniej jeden z budynków internackich. Rozwiązaniem stało się wyremontowanie i zmiana przeznaczenia tzw. „starego internatu”, gdzie utworzono szkolne schronisko młodzieżowe. Zabytkowe mury w pięknym otoczeniu nadawały się do tego idealnie. Schronisko prężnie funkcjonuje, przyjmuje licznych gości, zbiera pochwały i prestiżowe nagrody do dnia dzisiejszego.

Nienajlepsza kondycja szkoły kazała szukać nowych możliwości także w sferze oferty edukacyjnej. Kilkoro nauczycieli wzięło na siebie ciężar znalezienia rozwiązania tego trudnego problemu. Aneta Kucharczyk (obecnie Cieślak), Anita Madej i Katarzyna Sas, po wielu rozmowach i konsultacjach z kompetentnymi osobami, opracowały autorskie innowacyjne programy dla dwóch nowych profili kształcenia. Były to klasy: policyjna i strażacka. Uczniowie tych klas mieli realizować standardowy program liceum ogólnokształcącego, poszerzony o przedmioty kierunkowe nauczane w wymiarze dwóch godzin tygodniowo. Proponowane profile kształcenia spotkały się z pozytywnym przyjęciem u władz powiatowych i kuratoryjnych tym bardziej, że innowacje pedagogiczne na poziomie szkoły ponadgimnazjalnej nie są czymś powszechnym. Podpisano stosowne porozumienia z Komendantem Powiatowym Policji i Komendantem Powiatowym Państwowej Straży Pożarnej w Lipsku, na ich mocy do nauczania przedmiotów kierunkowych zostali do naszej szkoły oddelegowani oficerowie tych służb. Wdrożona bardzo sprawnie akcja reklamowa sprawiła,  że w 2006 r. zawiązane zostały trzy klasy „mundurowe”. Tak pomyślany profil był czymś absolutnie nowatorskim i – jak się okazało – atrakcyjnym dla młodych ludzi, którymi na powrót zapełniła się solecka szkoła ( w kulminacyjnym okresie, mimo tylko trzyletniego cyklu kształcenia, mieliśmy aż 13 oddziałów). Oferowane profile w połączeniu z wyjątkową atmosferą tego urokliwego miejsca do dziś są magnesem, który przyciąga do nas uczniów, co przy pogłębiającym się niżu demograficznym i ofercie konkurujących z nami szkół odczytywać należy jako powód do dumy.

Kolejnym pomysłem zaszczepionym w szkole przez Anitę Madej, który wpłynął pozytywnie na uatrakcyjnienie oferty edukacyjnej było nawiązanie współpracy ze szkołą średnią w belgijskim mieście Kortrijk i wdrożenie programu międzynarodowej wymiany uczniów. Program działa do dzisiaj, skorzystało z niego blisko dwustu uczniów naszej szkoły, odwiedzaliśmy Belgię już dziesięciokrotnie. Opiekunami i koordynatorami tej gałęzi aktywności naszej placówki byli i są następujący nauczyciele: Ewa Zagozdon, Anita Madej, Dorota Urban, Katarzyna Sońta oraz niżej podpisany. W tym miejscu nadmienić należy, że talenty organizacyjne i sumienność koleżanki A. Madej zostały docenione i w 2005 r. powierzono jej misję utworzenia w naszych murach zaocznej placówki kształcącej dorosłych. W ten sposób powstało doskonale funkcjonujące do dzisiaj Centrum Kształcenia Ustawicznego.

Od wielu lat dużą bolączką soleckiej szkoły był brak hali sportowej w pełnym tego słowa znaczeniu. Dzięki sprzyjającym okolicznościom, wielkiemu osobistemu zaangażowaniu dyrektora J. Małkowskiego oraz funduszom unijnym i to marzenie się ziściło. Rozpoczęta w 2006 r. inwestycja została sprawnie ukończona i od 2010 r. dysponujemy nowym, imponującym obiektem, którego zazdroszczą nam wszystkie okoliczne placówki. Rok 2006 to również kolejny zjazd absolwentów, tym razem z okazji 140-lecia szkoły. Było to dwudniowe wydarzenie, rekordowe pod względem liczby uczestników, którymi zapełnił się dziedziniec i przeznaczone na spotkania sale lekcyjne. W zgodnej opinii przybyłych, impreza była wyjątkowo udana i zorganizowana według najwyższych standardów. Z innych ważniejszych przedsięwzięć tego okresu warto odnotować odnowienie fasady „nowego internatu” i poprawki w wyglądzie elewacji budynku dydaktycznego. Po tych znaczących dokonaniach dyrektor J. Małkowski odszedł na emeryturę, dyrektorem został wyłoniony w drodze konkursu piszący te słowa. Zapewne może zabrzmieć to nieco mało skromnie, ale stało się to w atmosferze powszechnej akceptacji i zachęt płynących od nauczycieli i innych pracowników szkoły, za co jestem bardzo wdzięczny i co traktuję jako osobiste zobowiązanie, aby podołać pokładanym we mnie nadziejom. Jak dotąd, idąc śladem moich Wielkich Poprzedników, zacząłem od wprowadzenia nowego profilu kształcenia. Od ubiegłego roku mamy w szkole klasę sportową. Pozwala to efektywniej wykorzystać posiadane obiekty (mając na względzie rozwój sportu w naszej placówce w roku ubiegłym zbudowaliśmy także dwa boiska do siatkówki plażowej, co ważne z własnych środków) oraz wyposażenie. Jestem przekonany, że jej funkcjonowanie dobrze przyczyni się do pomyślnego rozwoju szkoły w przyszłości.

I tak oto zbliżamy się do końca tej opowieści, a kończymy ją w przededniu doniosłej rocznicy 150-lecia utworzenia soleckiej szkoły średniej. I znowu będziemy mieli zjazd absolwentów – wierzę, że pozostaną po nim tak dobre wspomnienia jak po poprzednim. Czas pokaże… Historia pisze się tu i teraz naszymi czynami – ufam, że będzie to dobra historia…

Marcin Węgłowski           dyrektor ZSP w Solcu nad Wisłą

  1. Pisząc powyższy szkic oparłem się głównie na przygotowywanej do druku książce Władysława Kubika „Dzieje szkoły średniej w Solcu nad Wisłą”, która ma być wkrótce wydana. Dużą pomocą były też dla mnie rzeczowe, merytoryczne uwagi koleżanki Barbary Zastawnej oraz lektura szkolnych kronik.